Witaj, świecie!
Kwiecień 9th, 2010 Posted in Bez kategorii | Brak komentarzy »Witaj w WordPressie. To jest Twój pierwszy wpis. Zmodyfikuj go lub usuń, a następnie rozpocznij blogowanie!
Witaj w WordPressie. To jest Twój pierwszy wpis. Zmodyfikuj go lub usuń, a następnie rozpocznij blogowanie!

Otóż można by powiedzieć, że spór w którym pojawiłem się tym wpisem nie dotyka podstawowej bariery mentalnej większości użytkowników naszej-klasy. Oczywiście nie wszystkich, ale uogólniając żyje w nich nadal coś o czym śpiewal kazik czyli komuna mentalna.

O co chodzi? To proste, jeśli żyliście tyle lat w świecie w którym wartością było tzw. dobro wspólne, to teraz liczy się dobro własne. Jak można pokazać własne dobra jak właśnie za pomocą zdjęć. Na których widać przepych, bogactwo i dostatek.
Właśnie w tym do pewnego stopnia tłumaczę sobie dlaczego śledzik stał się śniętą rybą dla NK.
Większość użytkowników NK nie chce się dzielić czymkolwiek poza sobą, swoim stanem posiadania i tym co może pokazać znajomym, tak by ich z zazdrości pokręciło…
Na śledziku, blipie, twitterze dzielimy się pewnymi wartościami, owszem niematerialnymi, ale związanymi z naszymi poglądami, opiniami na świat czy komentarzem na temat wydarzeń politycznych czy katastrofy w której zgineli ludzie. Ale nie nowym samochodem, wypasioną chatą i umięśnioną klatą z umieszoną blondi na ramieniu. Pomijam już co blipowiecze zrobiliby z takim nieszczęśnikiem:) Demotywator pewny…
Natomiast na NK to norma, tu należy pokazywać się właśnie w taki sposób.
Uff… Oczywiście nie odkryłem tu żadnej ameryki, ale niech ten wpis stanie się moim głosem w dyskusji.
We wtorek miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji organizowanej przez serwis bankier.pl pt. „eMSP na start – wykorzystaj możliwości, załóż swój biznes”
Generalnie pomimo wniosków Rafała Agnieszczaka uważam że pomimo osiągnięcia wieku w ktorym należy zająć się bawieniem dzieci i generalnie odpoczynkiem nadal mogę założyć firmę. Co zresztą dzieje się w tle.
Ale nie miałem pisać o moich planach, a raczej o tym kto przybył na konferencję. Kogo tam nie było…
Otóż może zdziwi się czytelnik, tak jak w sumie ja się zdziwiłem, że stan wiedzy na temat internetu nadal jest zatrważająco niski wśród osób które planują zostać przedsiębiorcami. Nie chodzi tu wyłącznie o posiadanie witryny firmowej, ale raczej o potencjał jaki tkwi w tym medium masowym. Mowa tu oczywiście o internecie, więc…
Muszę powiedzieć, że poczułem się mile połechtany po własnej próźności, jednak uważam że słowa o pokorze jakie padły w prezentacji Rafała są bardzo ważne, więc szybko przywołuję się do porządku.
Zakładałem że osoby chcące działać na własny rachunek posiadają przynajmniej podstawową wiedzę dotyczącą internetu.
Myliłem się okrutnie, nie dość że nie posiadają takiej wiedzy, to wręcz nie ma kto im tej wiedzy przekazać…
Dlatego też, tu wrzucę kamyczek do mojego ogródka konsulting w tym zakresie będzie może nie podstawą, jednak dość mocną podporą mojej firmy;)
Pomijam teraz takie aspekty jak budowa relacji z konsumentem/odbiorcą usług czy produktów. To było sygnalizowane w sumie…
Brakowało jednak pokazania tym biednym przedsiębiorcom dlaczego powinni zwaracać uwagę na takie elementy obecności w internecie, jak witryna firmowa i jakiego rodzaju elementy są konieczne na niej.
Jakie kanały komunikacji należy wykorzystać i w jaki sposób.
Dlaczego ważna jest reklama kontekstowa i jak należy ją wykorzystywać do osiągnięcia założonych celów czy to sprzedażowych (konwersja…), czy oglądalności (generowanie ruchu…)
Mam nadzieję, że pomimo tych mankamentów część osób obecnych na sali coś niecoś się dowiedziało i będą sami pogłębiali swoją wiedzę.
Na koniec mały kamyczek związany z budowaniem relacji z blogerami.
Otóż usłyszałem w sumie już po konferencji z ust pewnej niewiasty, że boi się nawiązać kontakt z blogerami, szczególnie tymi znanymi.
Hmm, akurat w tym przypadku nie ma co się bać. Wystarczy poznać te blogi z autorami których planujemy coś fajnego robić. W końcu bloger to nie rekin i nie pożre marketera, a może się mylę?:)
Koniec końców wyniosłem z tej konferencji postanowienie włączenia usług konsultingowych do zakresu usług świadczonych prze ze mnie.

Zgadzam się, że ten wpis służy pewnemu niecnemu celowi.. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Na ostatniej konferencji na Koźmińskim padło pytanie jak można obserować jaka jest aktywność informacji związana z daną marką. Pytanie dość konkretne i odpowiedz na nie może być istotna. Zobaczmy więc jak możemy śliedzić social media…
1. Google… oczywiście, można używać do tego celu wyszukiwarki.
2. Specjalistyczne narzędzia: owszem to doskonały sposób na bieżące śledzenie informacji, jednak problemem może być brak, co ostatnio się zmienia, takich narzędzi dostosowanych do specyfiki polskich mediów społecznościowych.
3. Obserwując jako uczestnik: cóż można, nawet trzeba w niektorych przypadkach, ma to jednak wadę że nie zawsze operator będzie na posterunku, kiedy nastąpi sytuacja ktryzysowa…
4. Wyspecjalizowane wyszukiwarki: otóż to… możemy dodatkowo wesprzeć się specjalistycznymi wyszukiwarkami, które nie tylko śledzą ale również pokazują nam w formie wykresów aktywność społeczności użytkującej social media. W przypadku serwisów mikroblogowych takich jak blip.pl możemy wykorzystać wyszykiwarkę blipi.pl
W kolejnym poście już normalnym;) Opiszę co możemy uzyskać korzystając z blipi.pl
Przyznaję bez bicia, zaniedbałem mojego blogaska. Niemniej czas wrócić do tematu który był celem powstania tego bloga. Czyli moje subiektywne spojrzenie na wydarzenia związane z branżą.
Dziś powinien pojawić się wpis na temat wczorajszego spotkania związanego z ewangelizacją social media. Kto nie był niech żałuje…
Z prywatnych spraw, zakładam firmę więc nieługo zapewne pojawi się na ten temat dłuższy wpis. Tak, ma to związek z przedłużającymi się wakacjami i brakiem sensownych ofert pracy, tych bezsensownych zresztą też dużo nie ma…
Jednym słowem, jeśli czytacie mojego bloga będzie się działo.

Wczoraj anno domini 2009 został przedstawiony nowy produkt dla użytkowników portalu Nasza-Klasa. Branża od pewnego czasu dyskutowała namiętnie na temat tego czym śledzik jest, a czym być nie będzie. Dziś już wiadomo, przynajmniej do pewnego stopnia z czym śledzik do nas przychodzi.
Tylko czy śledzik przychodzi do nas? My mamy blipa, twittera, flakera. Jesteśmy pro i ach userami. Na naszej-klasie siedzi pan Zbyszek, pani Jola i dla nich śledzik może być całkiem fajnym narzędziem. Narzędziem komunikacji, wymiany informacji i będą go używać nie zdając sobie sprawy czym ten śledzik jest.
Dla NK, w sumie dla działu sprzedaży to doskonały produkt dla klienta. Porównując oferty z blipa, flakera, czy spinacza raczej nikt nie będzie w stanie przebić ilości użytkowników śledzika. Czy będą oni rozmawiali z marką, włączali się w akcje czas pokaże.

Twoja mama będzie teraz mogła cię śledzić w internecie...
Chciałem jednak wrócić do innej sprawy związanej ze śledzikiem.
Z jakością przekazu jaki będzie funkcjonować na tym serwisie. Być może w tej chwili są to abstrakcyjne rozważania, ale IMO każdy marketer powinien mieć świadomość w jakim otoczeniu będzie funkcjonować komunikacja z użytkownikiem.
Tu mała dygresja, jakoś nie widzę na śledziku profilu apple… Może się mylę, ale jakoś tak w śledziku go nie widzę, ale może akurat jestem w tym przypadku nieobiektywny;)
W trakcie pisania przesłuchuję wideokoferencję między Dominikiem Kaznowskim, Maćkiem Budzichem i Arturem Kurasińskim. Dla porządku polecam przesłuchanie.
Sledzik może być niezłym polem edukacji polskich użytkowników internetu. Nie tylko jeśli chodzi o mikroblogowanie, ale raczej o stosowanie zintegrowanych kanałów komunkacji interaktywnej. Brzmi strasznie poważnie, ale sami możemy po sobie zobaczyć jak wygląda w tej chwili wykorzystanie internetu w naszym przypadku. Mamy profile na blipie, facebooku czy flakerze, w czytniku RSS kilka, kilkaset źródeł informacji. Prowadzimy blogi, komunikujemy to i sami też jesteśmy w rzece infrmacji. W tym śrdowisku możemy nie dostrzegać reszty społeczeństwa, które względnie niedawno odkryło internet właśnie dzięki naszej-klasie. Dla tych ludzi oswojenie się z internetem pozwoliło zmienić sposób komunikacji ze znajomymi. Nasza-klasa stała się portalem na którym oni uczą się nowego sposobu komunikacji. Biorąc pod uwagę, że wśród użytkowników znajdują się również młodzi ludzie to dla nas jako branży to co się dzieje może być bardzo przydatne. O ile nie nastąpi efekt przyzwyczajenia i bycia.

Twój dziadek też...
Jaki potencjał ma śledzik dla innych graczy? Dla mediów może być miejscem przekierowania użytkowników ze śledzka na ich serwisy. Pytanie czy będą chcieli za to zapłacić. Dla mniejszych graczy możliwość umieszczenia swoich RSS też może okazać się atrakcyjna. O ile przychodzący czytelnicy będą wartościowi dla nich. Jednak w przypadku 13 milionów użytkowników NK w grę wchodzi statystyka i nawet jeśli wartościowego użytkownika będzie mniej lub więcej procentowo to ilościowo będzie warto się o to bić. Wygranym będzie NK, internet i my…
Dlatego osobiście może nie będę hard userem śledzika, ale na 100% będę śledził temat. Chociażby ze względu na potencjał marketingowy. Żeby nie było że się czepiam o jakość komunikacji, to też będzie zależała od nas.
Więc dobrze się dzieje portal NK rusza że śledzikiem, może onet i inni też się obudzą i albo włączą się nurt śledzika, albo wykorzystają blipa. Jednym słowem killer nadchodzi, tak czy inaczej…
Dziś mamy tag dnia #bułka. Kto pracując w marketingu i pr nie wie o co chodzi, nich zacznie się modlić. Dlaczego piszę w takim tonie? Otóż zgoła niewinny tekst Magdy Górak na temat jej postrzegania ^Blipa spowodował burzę. Najgorsze, że nie tylko w komentarzach, ale we wpisach blogowych. Niniejszy wpis jest pokłosiem owej sławetnej #bułki.
O co w zasadzie chodzi?
Kurcze, musimy tłumaczyć Wam (piarowcom, marketingowcom, i tepe…) cały czas? W takich platformach jak blip, twitter, czy flaker nie chodzi o banalny przekaz, ale o komunikację.
Jestem twórcą treści które znajdują odbiorców (konsumentów), oraz co najgorsze dla działów marketingu i PR osoby przekazujące dalej informacje. Nie o banalne informacje, których są tysiące i będą miliony…
Każdy z nas staje się ambasadorem marki/osoby/siebie. Jest to mówione na wielu blogach, przez ludzi zajmujących się PR i marketingiem.
Najgorsze, że zamiast rozmawiać o merytoryce, jak zwykle rozmawiamy o banałach. A świat coraz bardziej nam ucieka…
Za chwilę to co będzie się działo w mediach społecznościowych w porównaniu z tradycyjnymi mediami to będzie prawdziwa bułka z masłem.
Teraz podsumowanie i aktualizcja:
tah #bułka gromadzi na teraz 17.12 389 wypowiedzi związanych mniej lub bardziej z artykułem na media2.
Sam artykuł posiadł 42 komentarze…
Blogosfera też już mówi w osobie Webfana
Motyw bułki został wykorzystany w promocji własnych blogów w ten sposób, przez jak zwykle czujnych Alexa i Jacka:
Niech teraz każdy marketer i prowiec w ciszy swojej świątyni przemyśli jaki wpływ na jego pracę ma wydarzenie związane z jakże przaśną bułką…
Miałem okazję wysłuchać prezentacji związanych z mikroblogingiem, czy też lifestreamingiem, w czasie kolejnej już edycji nieformalnych spotkań ludzi z branży PR. Co ciekawe, podczas prezentacji nie mówiono NIC, co nie zostało już powiedziane. Napisane, czy też powiedziane, jednak wygląda na to, że część branży PR doznawała olśnienia;)
W tym miejscu pozdrawiam pilne i sumienne dziewczęta notujące podczas prezentacji.
Chyba jedanak jestem skłonny przychylić się do tezy, że nie każdy marketingowiec, czy PR powinien korzystać z takich narzędzi jak platformy komunikacyjne blip, flaker, spinacz, czy twitter. Dlaczego tak myślę…
Z obserwacji jakie poczyniłem wynika, że prowadząc akcje promocyjne nie tylko trzeba promować produkt/markę co oczywiste… Jednak w sytuacji w której korzystamy z alternetywnych do tradycyjnych kanałów musimy pamiętać o konieczności pilnowania akcji podczas całości jesj trwania. Nie możemy po prostu emitować kreacje reklamowe, czy publikować wpisy na profilach.
Oczywiście można przygotować śliczny scenariusz działań w którym będziemy informowali klienta, że codziennie opublikujemy x przekazów obejmujących grafiki, linki czy cokolwiek innego, ale to nie będzie to właściwy przekaz.
W tym przypadku potrzebna jest strategia budowania kręgu oddziaływania czy też grupy znajomych. To oni będą naszymi ambasadorami i jako tacy powinni otrzymać dodatkowy bonus od nas. Czy to w postaci dodania do obserwujących, emisji reklamy na blogu czy łatwiejszy dostęp do informacji firmowych.
Tylko nie wpadajcie w kanał w którym uznacie, że jesteście w stanie to „kupić”. Owszem możecie, ale nie o to chodzi w tym interesie…
Zaczeło się niewinnie. Jak wiele wydarzeń w historii. Co ciekawe, cała sprawa rozpoczyna się od słów. Rozmowa miała miejsce w medium elektronicznym jednokierunkowym. Dokładnie w radiu. Jak wiemy radio, podobnie jak telewizja oraz co ciekawe prasa należą do mediów jednokierunkowych informacyjnie.
Nie jest możliwe w nich (w przypadku radia istnieje możliwość wejścia w dialog ze słuchaczami, w sumie w telewizji również, ale głos ma ten kto się dodzwoni, czy zostanie przełączony na antenę…) nawiązanie rozmowy.
Taka możliwość zaistniała w nowym medium komunikacyjnym jakim jest internet. Tu możemy nie tylko odbierać informację, ale równocześnie ją nadawać. Niestety jakość informacyjna jest różna, związana z pozimem wykształcenia i doświadczenia życiowego jak również kultury osobistej osoby wypowiadającej się. Jak wiemy niejednokrotnie poziom wypowiedzi komentarzowych jest niski. Jednak, jak w każdej dyskusji w której w grę wchodzą emocje każde zdanie dotyczące sytuacji o której rozmawiają uczestnicy dyskusji rozdzi kontrzdanie przeciwników danej opcji.
Co jednocześnie wywołuje odzew przeciwników danego poglądu. Od słowa do słowa możemy mieć sytuację niesalonową.
Jednak czy stare media są bez winy? Czy treści jakie publikują są przesiąkniete troską o, właściwie o co?
Stare media kreowały rzeczywistość w sposób wygodny dla elit. Dziennikarze jako grupa społeczna zaliczna jest, a przynajmniej była do grona elit.
Dziś powiedzieć o kimś, że jest dziennikarzem to wręcz nazwać taką osobę dziwką… W tym miejscu przepraszam dziennikarzy z tzw. starej szkoły w której pisząc ponosili odpowiedzialność za słowo.
W tym miejscu znajduje się redaktor Żakowski oraz wielu innych cenionych dziennikarzy. Patrząc na teraźniejszość wydaje się, że obecnie nie miałby szansy na zostanie osobą z pewnym autorytetem. Najgorsze, że niewielu młodych dziennikarzy obecnie nie ma takiej możliwości.
Sam temat dyskusji jest paradoksanie nie do dyskusji. Każdy z nas ma wrodzony sprzeciw wobec chamstwu. Czy jednak mamy dość odwagi by dbać o przestrzeń i piętnować przykłady chamstwa?
Nie, nie mamy.
Chamstwa jest niestety więcej. Jest wszędzie, wśród nas, wśród kolegów redaktora Żakowskiego, wręcz w nim samym…
Internet, tak internet….
Kiedyś były obawy czy upowszechnienie umiejętności czytania i pisania nie doprowadzi do końca świata. Jak widzimy nie doprowadziło… Czy swoboda wypowiedzi jaka jest dostępna w internecie spowoduje to, nie sądzę. Długo będzie uwierało część elit, którym nie do smaku jest swoboda wypowiedzi. Nie dlatego że są jakimiś fanami cenzury, ale nie mają dość klasy by znieść krytykę skierowaną często bezpośrednio do nich z imienia i nazwiska.
Tak, ja też nie chciałbym przeczytać o sobie że jestem idiotą, pedałem i nieukiem. Kto chciałby czytać takie wpisy o sobie?
Między innymi dlatego nie używam zbyt często (chociaż zdarza mi się przeklnąć…) słów uznawanych za niekulturalne.
Może zamiast pomstować o poziomie wypowiedzi, elity pomyślą o edukacji społeczeństwa i nauczenia nie kultury słówa, ale odbioru mediów i poruszania się w nich. Może szanowni posłowie i panie posłanki oddadzą 10% swoich poborów na rzecz kampanii społecznej „Stop chamstwu!” Nie tylko w internecie, ale po prostu w życiu społęcznym, tym na ulicy, w szkole, i w urzędach?
Może zamiast pyskować o racjach i wskazywać że chamstwo jest wreszcie weźmiemy się za przejawy takiego zachowania?
Cenzura nam nie jest potrzebna, ale prawo chroniące przez wulgaryzmami i chamskimi zachowaniami.
Jak myślicie jest to możliwe?
Kolejny okołokominkowy wpis… Nic nie poradzę, że człowiek piszący bloga, który jeszcze nie tak dawno był umiejscamiany na granicy dobrego smaku, stał się nomen omen swego rodzaju autorytetem.
Smutna prawda jest taka, że jeśli raz sprzedasz się tanio, ciężko będzie się sprzedawać drożej w przyszłości. Nawet jeśli będziesz miał za sobą wiedzę, doświadczenie czy staż i czytelników jako bloger.
Dlatego w sytuacji w której w cenniku Adtaily widzę ceny na dobrych, rzetelnie prowadzonych blogach, czy też przez znanych problogerów rzędu nastu PLN, to nie jest to smutne. To wręcz ukazuje prawdę o nas. Jako ludziach, społeczeństwie w końcu narodzie.
Sprzedać, trzeba się umieć. Nie za każde pieniądze, nie za wszelką cenę. Co prawda okoliczności tzw. życiowe często zmuszają do kompromisów, jednak osobiście uważam że są one możliwe do pewnego stopnia. Każdy ten stopnień musi sam sobie ustalić.
Dlaczego reklama na blogu Kominka jest warta tyle ile jest warta? To już inna historia, w każdym razie pisały ją konsekwencja, systematyczność i wizja. Odrobina szczęścia też się przydała, oczywiście.
Na dziś tyle, jednak temat wymaga rozwinięcia…